Podczas BBT przeprowadzimy kilkanaście kontroli antydopingowych – rozmowa z Aleksandrą Piwką, kierownikiem Biura Antydopingowego Bałtyk-Bieszczady Tour

Załóżmy – oczywiście czysto hipotetycznie, że startujesz w Bałtyk-Bieszczady Tour i możesz wziąć jeden dowolny rodzaj dopingu. Co wybierzesz?

– No ładnie, widzę, że zaczynamy z grubej rury (śmiech). Mówiąc szczerze, to w życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby stosować podczas jazdy jakikolwiek doping. Po pierwsze chodzi tu o względy fair-play, a po drugie o zagrożenie dla zdrowia a nawet życia. Wątpię też, aby ktokolwiek na serio myślał o takim niedozwolonym wspomaganiu podczas startu w Bałtyk-Bieszczady Tour.

A gdyby pominąć te wszystkie kwestie, to czy istnieje coś co byłoby w stanie dać realną przewagę podczas takiej imprezy jak Bałtyk-Bieszczady Tour?

– Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to grupa substancji psychoaktywnych działających pobudzająco, określanych jako stymulanty. Zaliczają się do niej niektóre narkotyki takie jak kokaina czy amfetamina, przy czym lista silnie uzależniających stymulantów Krajowego Biura Do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii jest bardzo długa. Kokaina wykazuje się silnie euforyzującym działaniem „dodającym mocy” jednak czas jej działania jest bardzo krótki – różne badania wykazują, że efekty po zażyciu tej substancji znikają już po ok 30 minutach. To za mało aby móc myśleć, o pokonaniu całej trasy Bałtyk-Bieszczady Tour. Bardzo popularnym „wspomagaczem” są amfetaminy. Środki te, w odróżnieniu od wcześniej wspomnianej kokainy, powodują długotrwałe pobudzenie. Efekt po zażyciu amfetaminy  może utrzymywać się kilka godzin. Jednak w kontekście tak długiego wysiłku (BBT) lepiej (choć wiem, że to nie jest właściwe słowo) sprawdziłaby się pochodna amfetaminy – metamfetamina lub modafinil. Czas działania obu tych substancji to aż kilkanaście godzin. W kontekście antydopingu nie warto jednak z nich korzystać, ponieważ wszystkie te substancje są bardzo łatwo wykrywalne w ślinie i w moczu nawet do 72 godzin od momentu zażycia.

Jak w ogóle działają tego typu substancje?

– Jak sama nazwa wskazuje – stymulanty w bardzo silny sposób stymulują, pobudzają ludzki organizm.  Wszystko ma miejsce w naszych głowach, dosłownie. W mózgu między komórkami nerwowymi znajdują się małe przerwy tzw. synapsy, do których „wysypują się” neuroprzekaźniki z jednej komórki i łączą do specjalnych miejsc na kolejnej komórce – „odbiorcy”. Na skutek takiego przyłączenia, możliwy jest napływ określonych jonów, dzięki którym „odbiorca” przekazuje informację dalej. Następnie komórka która właśnie przekazała informację przy pomocy odpowiednich transporterów zabiera z powrotem swoje przekaźniki. Ten mechanizm jest zwany wychwytem zwrotnym. Amfetamina, metamfetamina hamują taki powrót neuroprzekaźników, dodatkowo jeszcze zwiększając jej wydzielanie.

Po ich zażyciu odczuwalny jest znaczy wzrost wytrzymałości, czujności oraz skraca się czas reakcji. Biorąc amfetaminę czy meamfetaminę sportowiec może wykonywać bez uczucia zmęczenia wysiłek o bardzo wysokiej intensywności.

Ale nie należy zapominać, że zaraz po ustąpieniu efektu „wow” następuje nagły spadek stężenia dopaminy i serotoniny, mózg „widząc”, że jest za dużo dopaminy w synapsach, próbuje uregulować sytuację i zapobiega dalszemu wydzielaniu dopaminy do szczeliny synaptycznej, co objawia się tzw. zjazdem. Taki „dołek po-narkotykowy” może trwać nawet kilka dni. W tym czasie gwałtownie obniża się nastrój, może pojawiać się niepokój czy lęk. To tak jakby wrzucić najwyższy bieg w samochodzie i przed bardzo bardzo długi czas jechać na maksymalnych możliwych obrotach silnika, w końcu nastąpi przegrzanie, a naprawa będzie bardzo kosztowna.

A co z okrytymi złą sławą EPO oraz sterydami anabolicznymi?

– To już zupełnie inna grupa środków dopingujących. Ich celem jest poprawa parametrów krwi i zwiększenie siły i przyspieszenie regeneracji. Nie wpływają one natomiast na tymczasowe możliwości zawodnika.

I oczywiście nie pozostaje to bez wpływu na ludzki organizm….

Oczywiście! Natura stworzyła człowieka w ten sposób, że kiedy jego organizm jest przemęczony, mózg informuje go o tym. Wówczas należy, zwolnić, odpocząć. Nie ma możliwości aby wykonywać maksymalny wysiłek przez 70 godzin non stop – potrzebne są przerwy i regeneracja. Jeśli natomiast ktoś chce oszukać naturę, musi sięgnąć po doping. To jednak śmiertelne zagrożenie dla naszego zdrowia, kiedy organizm „zmuszany” jest do maksymalnej eksploatacji i do tego przestaje wysyłać nam sygnały ostrzegawcze o nadmiernym wysiłku. Należy pamiętać, że stosowanie dopingu powoduje masę skutków ubocznych, tym więcej im mocniejsze pobudzenie. Efekt to skrajne zasłabnięcia, a w wielu przypadkach nieodwracalne zmiany dla zdrowia, a ostatecznie także śmierć. Tak więc, działania niepożądane znacznie przewyższają ewentualne korzyści.

No dobrze – to może coś o słabszym działaniu – kofeina, nikotyna?

Wśród ludzi kofeina zawarta w kawie i  nikotyna w tytoniu są najpopularniajszymi stymulantami. Kawa przez pewien czas była traktowana jako doping. Wówczas obowiązywała określona dawka, po przekroczeniu której test dawał wynik pozytywny. Ale było to jakaś bardzo wysoka wartość, którą można było osiągnąć dopiero po wypiciu duszkiem kilku dużych mocnych kaw. Natomiast jeśli chodzi o działanie „małej czarnej” to na organizm działa ona stymulująco, ale nie wydaje mi się, żeby mogła  zwiększyć szanse na zwycięstwo.

Z kolei nikotyna zwiększa stężenie dopaminy, poprzez zahamowanie wychwytu zwrotnego dopaminy, której ilość ma wpływ  nasze ogólne samopoczucie. Mamy więc tutaj do czynienia raczej z czymś w rodzaju dopingu dla psychiki niż dla ciała. Dzisiaj nikotyna i kofeina nie są zakazane w sporcie.

Skoro jesteśmy w temacie narkotyków to może marihuana mogłaby pomóc komuś przejechać Bałtyk-Bieszczady Tour?

Nie sądzę (śmiech). Chociaż jakby się nad tym zastanowić to wyróżnia się dwa główne podgatunki konopi: Cannabis sativa oraz Cannabis indica. Pierwsza z wymienionych istotnie może mieć pewne właściwości pobudzające, ale raczej stymulujące wyobraźnię i kreatywność niż wzrost możliwości fizycznych. Po drugiej prędzej siedziałoby się, gdzieś na przystanku lub w przydrożnym rowie i słuchało reggae, niż myślało o dalszej jeździe.  (śmiech). Nie mniej jednak, THC znajduje się na liście substancji niedozwolonych w sporcie, myślę, że nie ze względu na możliwość poprawy wyników sportowych, ale  raczej ze względu na niezgodność z duchem sportu.

Czy łatwo zorientować się, że np. zawodnik, z którym jedziemy jest pod wpływem dopingu?

To zależy – w przypadku EPO czy sterydów jest to w zasadzie niemożliwe. Co innego, jeśli ktoś jest pod wpływem substancji z grupy stymulantów. Wówczas taka osoba staje się nadmiernie pobudzona, ma rozszerzone źrenice, podwyższone tętno, może czasem również majaczyć, zachowuje się nie naturalnie.

A jak jest z wykrywalnością dopingu?

Znasz historię Lance Armstronga i innych zawodowców, którzy mimo setek kontroli ani razu nie wpadli mimo, że doping był w ich życiu normą. Tak więc, w przypadku „dopingu krwi” skuteczność kontroli jest niestety bardzo niska, a sportowcy zazwyczaj pozostają zawsze o kilka kroków przed kontrolerami. Co innego w przypadku środków stymulujących – ich występowanie w moczu czy krwi jest znacznie trudniej zatuszować. Jeśli więc ktoś weźmie np. efedrynę, amfetaminę czy innego „pomocnika” podczas  Bałtyk-Bieszczady Tour, to na pewno wynik testu będzie pozytywny. Tak jak mówiłam wcześniej, takie substancje wykrywa się od kilku minut  do kilkudziesięciu godzin od momentu zażycia.

Na jakie substancje będą badani uczestnicy BBT?

Aktualnie jesteśmy na etapie konsultacji, na jakie dokładnie środki będą testowani zawodnicy. Z uwagi na wspomnianą wysoką wykrywalność na pewno będziemy badali zawodników pod kątem stosowania wszelkiego rodzaju substancji stymulujących, wykrywanych w ślinie i moczu człowieka. Nie zabraknie również badań pod kątem stosowania sterydów anabolicznych. W sumie planujemy przeprowadzić przynajmniej kilkanaście różnego rodzaju testów. Natomiast z uwagi na względy proceduralne w tegorocznym BBT braknie testów na takie substancje z listy WADA jak chociażby EPO. Tak więc w tym roku obejdzie się jeszcze bez nalotu popularnych „wampirów” pobierających zawodnikom krew. Ale w kolejnej edycji….. (tajemniczy uśmiech).

Dziękuję za rozmowę

Aleksandra Piwka jest doktorantką w Katedrze Fizjologii Zwierząt i Człowieka Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego

Dodaj komentarz